ATRAMENTY

Lamy Copper Orange – test

lamy_copper_orange_probki_sm-8Wraz z piórem Lamy Al-Star w kolorze Copper Orange, został zaprezentowany atrament o tej samej nazwie. Podobnie miała się także sprawa z dostarczonymi przez dystrybutora produktami, tj. dotarło zarówno pióro (którego test znajdziecie TUTAJ) jak i atrament. Ucieszyło mnie to przede wszystkim dlatego, że o ile z dostępnością pióra nie ma większych problemów, to zakupienie atramentu jest sprawą trudniejszą. Lubię inkausty o ciekawych barwach, tak więc chęć do sprawdzenia „miedzianej pomarańczy” była uzasadniona.

Atrament pochodzi z naboi, które producent sygnuje niewiele mówiącym oznaczeniem „T10”. Są one pakowane w niewielkie kartonowe opakowanie zawierające 5 sztuk. Wizualna ocena naboju, nie różniącego się zresztą niczym od każdego innego naboju tego producenta, daje jednoznaczny wynik – objętość jest spora. Co z tego wynika? Ano jest duża szansa, że taką ilością atramentu zapiszemy sporo papieru. W mojej ocenie nie ma nic bardziej irytującego niż niewielkie naboje, które jak na złość, zawsze kończą się w niepożądanym momencie. Z T10 z pewnością tak nie będzie.

Jaki jest Copper Orange na papierze? Pierwsze dwie linijki dały kolor rdzy. Trudno mi powiedzieć w tym momencie, czy „tak ma być”, czy może dostarczone pióro miało w sobie jeszcze jakąś minimalną resztkę innego atramentu. W każdym bądź razie od tego momentu, kolor jest już w pełni przewidywalny.

Test przeprowadziłem zarówno na dostarczonym z piórem i atramentem, notesie Moleskine z kolekcji „Chapters”, jak również na Rhodii DotPad. Na obu papierach prezentuje on podobny kolor, jednak z uwagi na kremowy odcień notatnika Moleskine, barwa inkaustu nie jest tak mocna. W obu przypadkach atrament umożliwia gładkie prowadzenie stalówki (w tym przypadku Lamy „M”). Z przepływem nie ma najmniejszego problemu. Nawet w trakcie pospiesznego szkicowania, jest on podawany błyskawicznie.

Atrament całkiem ładnie cieniuje, co nie jest wbrew pozorom tak oczywiste w przypadku inkaustów pomarańczowych. Nie wykazuje też oznak strzępienia, czy przebijania. Nawet po nałożeniu obfitej ilości cieczy na papier DotPada, po drugiej stornie ukazała się jedynie plama w żółtym odcieniu (a spodziewałem się ciemnobrązowej). Owa plama jest zresztą na tyle jasna, że bez problemu można na niej pisać. To duże i pozytywne zaskoczenie.

Kolor to jedyna dyskusyjna kwestia. W mojej ocenie bardziej odpowiada on faktycznie kolorowi potocznie nazywanym „marchewkowym”, aniżeli barwie miedzi. Miedź jest bardziej różowa. Natomiast zarówno kolor atramentu, jak i kolor pióra, prezentują pomarańcz w dosyć ciepłej tonacji. Czy to wada? Z pewnością nie. W końcu trudno dziwić się producentowi, że nie nazwał tego koloru „carrot”. Nazwa Copper Orange jest z pewnością bardziej chwytliwa.

Z właściwości nazwijmy to „technicznych”, które można ocenić trochę niżej, można wymienić czas schnięcia. Na papierze Rhodii, niektóre fragmenty dało się rozetrzeć jeszcze po 20 sekundach. Oczywiście nie jest to znaczące rozcieranie. Także siła w to wkładana jest większa w porównaniu do efektu niezamierzonego. W końcu chodzi o sprawdzenie „czy” i „ile” można rozetrzeć po określonym czasie. Mnie ta przypadłość kompletnie nie przeszkadzała, gdyż nie mam w nawyku rozcierać napisanego tekstu. Zresztą próbki pokazują dobitnie, że nie jest to coś, co było by problemem w trakcie użytkowania go.

Barwa jak i właściwości tego atramentu zdecydowanie zachęcają, aby go zakupić. Tym bardziej, że jak wiele produktów firmy Lamy – również atramenty oferowane są w korzystnych cenach. W końcu obecnie jest to ok 30zł za butelkę o pojemności 50ml, co jest wynikiem wręcz rewelacyjnym. Naboje również nie należą do szczególnie kosztownych – opakowanie kosztuje bowiem około 10zł. Problemem może okazać się jednak dostępność. Wiele sklepów nie posiada już tego inkaustu w wersji butelkowanej, a i naboje znajdziemy jedynie w wybranych sklepach. Mnie atrament się spodobał i mogę go polecić, więc jeżeli tylko macie możliwość zakupienia go, to podejrzewam, że będziecie z niego równie zadowoleni co ja.

Na zakończenie chciałem podziękować firmie PrimeLine, która jest dystrybutorem produktów firmy Lamy w Polsce za dostarczenie produktów do testu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s